Wiślany SURFCASTING

Łowienie leszczy na feeder, to niezwykle ekscytująca część wędkarstwa w tym artykule chcielibyśmy przybliżyć nasz sposób łowienia leszczy na niskim stanie wody. Szukając idealnego miejsca na połów leszczy zwracamy uwagę na przykosy i rynny, które są w pobliżu piaszczystych plaż, lub wiślanych wysp. Dzięki takiemu umiejscowieniu łowiska, można komfortowo łowić w dzień i w nocy.

Jak to się wszystko zaczęło
Cała akcja z wiślanym surfcastingiem zaczęła się zupełnie przypadkowo z dziesięć lat temu. Był dzień kiedy wszystkie nasze leszczowe miejscówki zostały zajęte, nie mieliśmy ochoty robić następnych kilometrów i tracić cennego poranka, więc postanowiliśmy podejść niedaleko na znaną nam przykoskę przy plaży, pomiędzy tamami. Zupełnie nie liczyliśmy na jakieś konkretne ryby tego dnia. Przygotowaliśmy klasyczną zanętę do feedera, na haku znalazły się dwa czerwone i hop pod wirki. Woda w tym miejscu nie miała metra głębokości, ale po kilku minutach ku naszemu zdziwieniu mieliśmy pierwszego leszcza, potem, drugiego, piątego i dziesiątego aż wybiła godzina 11 i brania się skończyły.

Nie pamiętam dokładnie ile płaskich wtedy złowiliśmy, ale na zupełnie dzikim łowisku bez jakiegoś cudownego nęcenia, złowiliśmy dwie siaty ponad kilogramowych leszczy i tak się zaczęło nasze wiślane feederowanie z piachu. Od tamtego dnia, pod feeder szukamy właściwie tylko przykos, do których jest podejście z piaszczystego brzegu, lub wyspy.

Sprzęt
Potrzebować będziemy mocne feedery o wyrzucie ponad 60g, bardzo często trzeba zarzucić zestaw z ciężkim koszyczkiem na odległość ponad 30m od brzegu. Kołowrotek o szpuli dalekiego wyrzutu, lub karpiowy nie będzie tutaj przesadą. Żyłka od 0,25 do 0,30 jeśli w łowisku trafiają się amury lub karpie. Przypon minimalnie 0,16 do 0,18, lub mocniejszy karpiowy. Haczyki dostosowane do używanej przynęty od 10 do 06, koszyczek o ciężarze od 40g do 80g w zależności od uciągu wody. Do wyposażenia trzeba dodać stojak na wędki, oraz rakietę zanętową.

Metoda
Przed przystąpieniem do łowienia rozkładamy wędkę z rakietą zanętową, do której sypiemy pszenicę, pęczak, oraz kukurydzę, sama mieszanka jest trochę oldskulowa ale działa i trzyma leszcze w łowisku. Jeżeli miejsce łowienia jest w zasięgu rzutu kulą zanętową, nęcimy kulami z wykorzystaniem gliny. Do koszyczka używamy klasycznej mieszanki do feedera na rzeki, aromatyzujemy dodatkowo przyprawą do piernika, lub innym smrodkiem.


Wędki ustawiamy w pionie, zasada jest prosta im mniej żyłki w wodzie tym większa kontrola nad zestawem. Branie leszcza sygnalizowane jest mocnym jednostajnym drganiem szczytówki, lub.. i to są nasze ulubione brania wielkich wiślanych leszczy, zluzowanie żyłki i wyprostowanie wędki, co jest sygnałem do szybkiego zacięcia. Potem zaczep, który powoli odpływa od dna.

Podsumowanie
Żeby do końca nie było tak pięknie dodam tylko, że nie każdą przykosę odwiedzają leszcze i nie każda będzie odpowiednia pod tego typu łowienie. W poszukiwaniu tej właściwej trzeba zwrócić uwagę na na kilka detali, mianowicie im lepiej odcina się na wodzie, tym mniejszy uciąg a to dobry zwiastun obecności leszczy. Wystarczy około metra głębokości, jeśli przykosa ma zejście do koryta, rano spławiają się leszcze, lubi pokazać się karp, lub amur to powinno być dobre łowisko.  Przykosa nie może sypać piachem, czyli nie może przemieszczać się, jeżeli co kilka dni wirki są w innym miejscu, szkoda czasu, będą tam tylko sporadyczne brania, trzeba szukać innej, bardziej stabilnej.  Podstawowe przynęty to dwa czerwone robaki, lub pęczek białych, plus słodka kukurydza z puszki. Na zakończenie muszę przyznać, że nigdy nie udało nam się powtórzyć takiej ilości złowionych ryb, ale cały czas szukamy tej idealnej leszczowej przykosy.

Krzysztof Łuczak – Informator Wędkarski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *